Wiązanie MuchWiązanie much

Typowe błędy i test pływalności w szklance: jak sprawdzić muchę, zanim woda to zrobi

Mucha zanurzona w szklance z wodą podczas testu pływalności
Mucha zanurzona w szklance z wodą podczas testu pływalności

Test, który nic nie kosztuje

Najbardziej użyteczny test, jaki znam, pochodzi z dyskusji o musze „The Usual”. Polega on na tym, żeby nałożyć preparat do pływalności wyłącznie na skrzydło, a korpus i ogonek zwilżyć śliną. Mucha jest wtedy traktowana jak wylinka: ma siedzieć nisko, „dupą w dół”, a skrzydło ma utrzymać ją na powierzchni.

Drugą częścią testu jest szklanka wody: jeżeli mucha po takim potraktowaniu nadal pływa, skrzydło jest dostatecznie gęste. Jeżeli tonie — skrzydło jest za rzadkie i nie ma co liczyć na to, że na rzece zachowa się lepiej niż w szklance.

Ten test wykonuję zawsze przed sezonem na kilku muchach z partii. Zajmuje minutę, a oszczędza godzinę błądzenia nad wodą i przekonywania siebie, że „może tym razem”.

Skrzydło za rzadkie

Najczęstsza uwaga, jaką sam sobie wystawiam, brzmi: skrzydło za rzadkie. Rzadkie skrzydło nie trzyma muchy na powierzchni, a jednocześnie nie wygląda źle na sucho — i dlatego tak łatwo je przeoczyć.

Wzorcem, do którego wracam, jest uwaga z forum, że na zdjęciach oryginalnych much skrzydło jest wyraźnie przechylone w stronę oczka haka, a nie stoi prostopadle. To przechylenie nie jest przypadkowe: ono zmienia miejsce, w którym mucha dotyka powierzchni wody.

Nić, która się poluzowała

Drugi błąd wychodzi dopiero po czasie. Zdarzyło mi się wyjąć muchę z pudełka następnego dnia i zobaczyć, że nitka na trzonku puściła o pół obrotu. Przyczyna była trywialna: zbyt stary lakier, który nie stwardniał i nie przejął naprężenia z węzła.

Od tamtej pory robię prostą rzecz: po wyschnięciu chwytam główkę paznokciem i próbuję delikatnie przesunąć ostatnie owinięcia. Jeżeli cokolwiek drgnie — mucha wraca na imadło, zanim trafi do pudełka.

Pęknięta nić przy dociąganiu

Pęknięcia nici nie biorą się z wady materiału, tylko z dociągania „do oporu”. Przy cienkich niciach 70 denier na małych hakach jeden mocniejszy ruch wystarczy. Zmieniłem więc nawyk: dociągam do momentu, w którym materiał przestaje się przesuwać, i ani milimetra dalej.

Jeżeli nić pęknie w połowie korpusu, nie próbuję łączyć jej supełkiem na haku — supełek zawsze robi garb. Rozcinam i zaczynam od nowa.

Co sprawdzam przed zamknięciem pudełka

Trzy rzeczy: czy główka jest twarda, czy skrzydło jest symetryczne na ciemnym tle, i czy mucha pływa w szklance po teście floatantem. Każda z tych kontroli zajmuje kilkanaście sekund, a razem wyłapują prawie wszystko, co potem psuje dryf.

Reszty i tak dowiem się nad wodą — i to jest w porządku. Chodzi o to, żeby dowiedzieć się o błędzie w szklance, a nie po trzydziestu rzutach.

Floatant tylko na skrzydło, ślina na korpus i ogonek, potem szklanka wody. Jeżeli mucha nie utrzyma się na powierzchni, skrzydło jest za rzadkie.

Co robię z muchą, która nie przejdzie testu

Mucha, która tonie w szklance, nie idzie do kosza — rozcinam skrzydło i wiążę je od nowa z większą ilością materiału, a potem wraca do testu. Rozcięcie skrzydełka zajmuje mniej czasu niż zbudowanie korpusu od początku, a materiały z odzysku nadają się do ponownego użycia, o ile nie były w wodzie z detergentem.

Prowadzę przy tym prostą obserwację: jeżeli z jednej partii odpada więcej niż co trzecia mucha, problem nie jest w pojedynczych egzemplarzach, tylko w tym, jak tego wieczoru układałem materiał. Wtedy przerywam i wracam do wiązania następnego dnia, zamiast produkować kolejne do poprawki.

Drugi błąd, który wychodzi dopiero nad wodą

Zdarzyło mi się przygotować partię much, które pływały w szklance bez zarzutu, a na rzece kładły się na bok już po kilku rzutach. Przyczyna była w hackle: promienie były zbyt długie w stosunku do numeru haka i po zmoczeniu układały się jednostronnie.

Od tamtej pory test w szklance uzupełniam jednym rzutem próbnym na sucho przed wyjściem — dosłownie jednym, żeby zobaczyć, czy skrzydło i hackle wracają na miejsce po uderzeniu o powierzchnię.