Wiązanie MuchWiązanie much

O mnie i o tym notesie

Nazywam się Marek Sobolewski i pracuję jako dyspozytor w firmie transportowej w Nowy Sącz. Wiązaniem much zajmuję się od zimy 2009 roku. Zacząłem z bardzo przyziemnego powodu: policzyłem, ile kosztują gotowe muchy w sklepie, i uznałem, że za te same pieniądze kupię imadło i materiały. Pierwsze imadło kupiłem właśnie po to, żeby nie kupować gotowych much — a nie dlatego, że chciałem zostać wiążaczem.

Nie jestem zawodowym wiążaczem ani przewodnikiem wędkarskim — to notatki z własnego stołu. Nie mam tytułów, certyfikatów ani współpracy z żadną firmą z branży. Wszystko, co tu piszę, wynika z tego, że coś zepsułem i spróbowałem zrozumieć dlaczego.

Jak powstają te notatki

Każdy tekst zaczyna się od konkretnego błędu albo od pytania, na które musiałem sobie odpowiedzieć. Zimą wiążę przy kuchennym stole, pod lampą LED o deklarowanej temperaturze barwowej 4000 K, z głowicą około 30 cm od haczyka. Latem przenoszę się na balkon, bo przy świetle dziennym lepiej odróżniam oliwkę od brązu.

Trzy wpadki, do których wracam najczęściej: użycie nici 6/0 na haku numer 18, przez co główka przerosła odwłok, a cała partia 20 much poszła do kosza; nałożenie kleju przed obcięciem nitki, co skleiło ostrza nożyczek i rozciągnęło wykończenie; oraz użycie czteroletniego lakieru, który po pół godzinie wciąż był miękki, przez co nitka na trzonku poluzowała się o pół obrotu.

Czego tu nie ma

Nie piszę recenzji sprzętu ani rankingów marek, nie podaję współrzędnych łowisk i nie doradzam w sprawach medycznych — przy skaleczeniu grotem myję ranę wodą z mydłem, dezynfekuję i w razie potrzeby idę do lekarza. Opisuję parametry, których używam: numery haków, grubości nici, odległości i czasy schnięcia.

Kontakt: wiazaniemuch@gmail.com.