Pióra, włosie i snowshoe: co widać pod światło, a co dopiero na wodzie

Futro snowshoe nie zasłania — ono przepuszcza
Najbardziej użyteczna rzecz, jaką przeczytałem o materiale na skrzydła, dotyczyła muchy „The Usual”. Jej skrzydło robi się z futra z łapki zająca w śnieżnych butach — snowshoe foot. To futro jest na tyle rzadkie i przezroczyste, że kolor nici pod spodem przebija przez nie na zewnątrz.
W oryginalnym wykonaniu nić pod spodem jest pomarańczowa. Na białej wersji muchy ten pomarańcz prześwituje przez futro i daje coś, co przypomina ciało chruścika albo samicę z jajami, a jednocześnie dubbing wokół nici tworzy rodzaj aureoli. Efekt nie pochodzi więc z koloru futra, tylko z tego, co jest pod futrem.
Sprawdziłem to na własnych muchach: ten sam pęczek, ta sama ilość, ale raz na nici szarej, raz na pomarańczowej. Różnica na sucho jest subtelna, po zmoczeniu — wyraźna. To jest też powód, dla którego nie „zagęszczam” skrzydła na siłę: im więcej futra, tym mniej koloru z dołu przechodzi na wierzch.
Calf tail, deer hair, elk hair: o sierści i pływalności
Przy wzorze typu „Broomstick Caddis” skrzydło wiąże się tak, że końce pęczka kip tail wystają za kolanko haka, a potem zawija się je do tyłu i przycina. Twórca tego wzoru twierdzi, że sierść z ogona cielęcia pływa lepiej i dłużej niż sierść jelenia czy łosia, i dlatego pomija hackle — mucha i tak ma siedzieć nisko, „na niskich kołach”.
Nie potrafię tego zmierzyć w sposób wiarygodny w kuchennym garnku, ale jedno zastrzeżenie zostało mi w głowie: zawinięcie sierści do tyłu robi na trzonku dość wyraźny garb. Jeżeli garb jest duży, mucha siada na wodzie inaczej, niż zakłada wzór — i wtedy dyskusja o tym, czyje włosie pływa dłużej, przestaje mieć znaczenie.
Własne porównanie zrobiłem inaczej: zawiązałem dwa identyczne korpusy i na jednym położyłem skrzydło z naturalnego włosia, na drugim z syntetycznego włókna. Obie muchy włożyłem do szklanki i zostawiłem. Różnica pojawiła się dopiero po kilkunastu minutach — naturalne włosie trzymało się powierzchni dłużej, syntetyk zaczął łapać wodę i tonąć najpierw końcem skrzydła.
Pióra szyjne: długość a numer haka
Przy piórach szyjnych problem nie polega na tym, że są za krótkie, tylko na tym, że promienie są nierówne. Wybieram pióro po tym, jak układa się pod światło: promienie powinny tworzyć równy „grzebień” o zbliżonej długości, a nie schodzić schodkami.
Jeżeli promienie są nierówne, mucha po jednym rzucie wygląda jak po trzech godzinach łowienia. Nie pomaga wtedy ani dociąganie, ani więcej owinięć — pomaga tylko wymiana pióra na takie, w którym grzebień jest równy na całej długości.
Przechowywanie, czyli kot
Mam w domu kota i nauczyłem się jednej rzeczy bardzo szybko: rozrzucone materiały z włosia i piór lądują w kocim posłaniu, zanim zdążę je zebrać. Od kiedy trzymam resztki w metalowym pudełku zamykanym na wcisk, przestałem znajdować pęczki w przedpokoju.
To nie jest ciekawostka o porządku. Włosie z domieszką kociej sierści nie zachowuje się na haku tak samo: jest śliskie, gorzej się układa i nie trzyma kształtu po zmoczeniu. Raz musiałem przez to rozcinać trzy muchy, bo nie mogłem zrozumieć, dlaczego skrzydło „ucieka” na bok.
Przezroczystość materiału to parametr, nie ciekawostka: kolor nici pod spodem zmienia wygląd całego skrzydła.
Jak liczę ilość materiału w pęczku
Zamiast „na oko” stosuję jedną prostą metodę: najpierw odrywam pęczek i kładę go na ciemnej tekturze, dopiero potem oceniam, czy jest za duży. Na jasnym stole każda ilość wygląda na mniejszą, niż jest w rzeczywistości, bo światło przechodzi między włóknami.
Drugą rzeczą, którą sprawdzam, jest kierunek włókien. Włosie ułożone nierówno nie da się „przeczesać” na haku — po zmoczeniu wraca do pierwotnego kształtu i rozjeżdża się na boki. Jeżeli pęczek nie leży płasko przed związaniem, nie będzie leżał płasko po związaniu, niezależnie od tego, jak mocno go dociągnę.